Stało się coś, co zmusiło mnie do rozmontowania mojej elektrowni słonecznej. Byłem pewien, że w końcu nadejdzie taki moment, że nie będę miał innej możliwości, jak tylko ją zdekompletować.
I w końcu nadeszła ta chwila, gdy temperatury spadły na tyle nisko, że mogłyby zaszkodzić żywotności moich akumulatorów żelowych... ;)
Według sprzedawcy, akumulatory żelowe zimę powinny spędzić pod dachem, a nie w kamperze. Dlatego wyciągnąłem je z samochodu i przyniosłem do piwnicy, gdzie co miesiąc będę je kontrolnie doładowywać. Zgodnie z zaleceniami sprzedawcy. Były na tyle drogie, że szkoda byłoby je wymieniać już za małe kilka lat...
Oprócz akumulatorów, z samochodu wyciągnąłem też ogniwa fotowoltaiczne (baterie słoneczne), które tam woziłem. Jakby były zamocowane do dachu, to by jeździły ze mną na stałe. A tak chwilowo zimować będą gdzie indziej.
W samochodzie zostały kable, dwa regulatory ładowania, i jeden mały panel fotowoltaiczny o mocy 10W. Ten jest zamontowany z pomocą przyssawek od wewnętrznej strony bocznej szyby kampera. Chciałem go dziś wykorzystać do ładowania odbiornika GPS, ale okazało się, że wilgoć spowodowała zaśniedzenie i urwanie się jednego z kabelków od gniazda zapalniczki podłączanego do panelu.
Nic skomplikowanego, trzeba będzie przylutować.
31 października 2009, 16:18
Moja solarna elektrownia rozmontowana
Etykiety: moja elektrownia słoneczna
0 komentarzy:
Czy naprawdę nikt nie ma nic do powiedzenia na temat tego tekstu? :)
Prześlij komentarz